Strona główna
KOLĘDA 2010 Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: Administrator   
30.01.2010.

PODSUMOWANIE KOLĘDY,

CZYLI O SPRAWACH BOŻYCH I LUDZKICH.


Kolejna wizyta duszpasterska w naszej parafii zwana popularnie „kolędą” dobiegła końca. Czas ją podsumować i wyciągnąć wnioski. Co roku, przy tej okazji pojawiają się w środkach masowego przekazu różne fakty i mity związane z tym zwyczajem. Najczęściej ukazuje się „kolędę” w negatywnym świetle, kierując ludzką uwagę na tzw. „kopertę”, a duchownych oskarża się o chciwość zaspokajaną w „białych rękawiczkach” pod płaszczykiem pobożności. Jaka jest rzeczywistość „kolędy” w naszej parafii?

Podsumowując nasze wizyty duszpasterskie, trzeba najpierw jasno powiedzieć, że ta obiegowa, medialna opinia o „kolędzie” nie sprawdza się wśród naszych parafian. Zdecydowana większość z Was, którzy przyjmowaliście księdza, podchodzi do tej wizyty jak każdy głęboko wierzący człowiek, który ma świadomość, że kapłan przychodzi, by rzeczywiście wnieść w dom błogosławieństwo Boże. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że „błogosławieństwa są odpowiedzią na naturalne pragnienie szczęścia. Pragnienie to ma Boskie pochodzenie; Bóg wszczepił je w serce człowieka, by przyciągnąć je do siebie, ponieważ tylko On może je zaspokoić” (…) Błogosławieństwa odsłaniają cel życia ludzkiego, ostateczny cel czynów ludzkich: Bóg powołuje nas do swojego własnego szczęścia. Powołanie to jest skierowane do każdego osobiście, ale także do całego Kościoła, nowego ludu tych, którzy przyjęli obietnicę i żyją nią w wierze” (1718). Ten fragment Katechizmu bardzo trafnie określa istotę duszpasterskiej wizyty. „Kolęda” zatem jest odbierana najpierw jako sprawa Boża. W jednej z kolęd śpiewamy: [Bóg] wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje. Bóg naprawdę chce pobłogosławić każdy dom i każdą rodzinę, dlatego obowiązkiem duszpasterza jest zapukać do każdych drzwi, nawet do tych które w poprzednich latach były zamknięte. Zdarzały się bowiem przypadki, że w tym roku te drzwi się otworzyły i ludzie otrzymali Boże błogosławieństwo.

Drugim wymiarem wizyty duszpasterskiej są sprawy naszego chrześcijańskiego życia zatopionego w zwykłej, nierzadko trudnej codzienności. Dlatego po modlitwie i błogosławieństwie najczęściej rozmawialiśmy. Najpierw dziękujemy za zaufanie wszystkim, którzy zechcieli się „otworzyć” i szczerze podjąć nawet najtrudniejsze tematy związane z przeżywaniem naszej wiary. Jakie problemy zarysowywały się najczęściej?

Najpierw kwestia Mszy świętej niedzielnej. Pod tym względem nasza parafia wpisuje się w tzw. średnią krajową. Jest wielu wiernych, którzy regularnie uczestniczą w niedzielnej Eucharystii, większość jednak stanowią ci, którzy - jak zresztą sami przyznają – nie chodzą co niedziela do kościoła. Natomiast ci, którzy w ogóle nie praktykują stanowią małą część parafian. Jest to o tyle problem, że wiąże się bezpośrednio ze zbawieniem człowieka. Pan Jezus przyszedł na ziemię i stał się człowiekiem, aby każdego z nas zbawić. Jeśli teraz przychodzi w Sakramencie Eucharystii, to również w tym samym celu. Dlatego, świadome i dobrowolne opuszczenie Mszy świętej niedzielnej jest grzechem śmiertelnym, ponieważ człowiek w ten sposób nie spełnia tego, co Chrystus nakazuje, pragnąc naszego zbawienia: „bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje, które za WAS będzie wydane”. Nie dziwmy się zatem, że troska duszpasterzy najpierw koncentruje się wokół tej kwestii. W niektórych mieszkaniach mogliśmy poczuć się trochę „obco”, gdy nie poznawaliśmy naszych parafian, nie mając okazji ich zobaczyć w kościele. Z kolei z radością, jak u siebie czuliśmy się wśród osób, których twarze są nam doskonale znane z niedzielnych Eucharystii. Za tę rodzinną atmosferę w wielu domach jesteśmy Wam wdzięczni.

Drugim ważnym i bardzo złożonym problemem jest temat rodziny i małżeństwa. Rodzina jest najmniejszą, ale za to fundamentalną komórką Kościoła. Można powiedzieć, że dla dziecka rodzina jest pierwszym Kościołem. Dlatego relacje międzyludzkie w niej panujące są tak istotne dla Kościoła i społeczeństwa. Można powiedzieć, że Kościół i społeczeństwo będą takie, jaka będzie rodzina. Pod tym względem w naszej parafii problem stanowią szczególnie związki niesakramentalne bez przeszkód, alkoholizm (najczęściej męża i ojca) oraz emigracja (i wynikające miedzy innymi z niej rozwody). Niektórzy brak sakramentalnego małżeństwa tłumaczą brakiem pieniędzy. Inni pytają: po co sakrament, jeśli się kochamy? Co to zmieni? Mówiąc krótko: „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”. Sakrament małżeństwa jest obecnością Boga w tym małżeństwie. Dla człowieka wierzącego ten argument powinien być najistotniejszy, a brak pieniędzy nie może być przeszkodą, by Bóg mógł pobłogosławić związek kochających się osób. Zrozumiałe jest myślenie o weselu i gościach. Jednak postawa typu: „poczekamy, aż będą pieniądze” jest tak naprawdę bardzo ryzykowna, ponieważ w przyszłości może czasem wywoływać jedynie stres i frustrację, gdy z każdym rokiem to oczekiwanie nie spełnia się. Natomiast w kwestii emigracji dobrym komentarzem jest List Episkopatu na Niedzielę św. Rodziny, w którym czytaliśmy: „Niech Wasza miłość będzie wierna i wyłączna aż do końca życia. Wierność nie tylko jest możliwa, ale konieczna, by zasmakować Miłości w całej pełni. Zdrada nie da Wam tego, za czym tęsknicie. To możecie odnaleźć tylko we własnym małżeństwie. Nie podejmujcie pochopnie decyzji o emigracji zarobkowej, zwłaszcza jednego z małżonków. Zbyt wiele można stracić. Rozłąka prowadzi niejednokrotnie do zachwiania wzajemnych więzi.”

Dotknijmy także problemu owych nieszczęsnych „kopert”, który w naszych parafialnych warunkach okazał się sztucznym hałasem wywołanym przez niektóre media. Podczas odwiedzin duszpasterskich okazało się bowiem, że próba nieprzyjęcia przez księdza ofiary kolędowej była czasem odbierana negatywnie przez ofiarodawców. Można powiedzieć o zdecydowanej większości z Was, że naprawdę jesteście ofiarni. Niemalże każda osoba czy rodzina, nawet niekiedy uboga, dawała ofiarę, a w takich wypadkach ma znaczenie nie tyle wysokość kwoty, ale lecz wielkoduszność serca, z którym składa się ofiarę. Zaskoczeniem dla nas był fakt, że oprócz ofiary kolędowej, wielu z Was zechciało jeszcze wesprzeć przerwany w okresie zimy remont organów. Mimo, iż nie ogłaszaliśmy na nowo zbiórki na ten cel, niektórzy już mieli przygotowane na to ofiary, a inni dopytywali się o specjalne koperty, które były kiedyś rozprowadzane. Wielu parafian jeszcze bardziej zrozumiało potrzebę remontu, gdy usłyszeli krótki koncert organowy, który zaprezentował Pan Profesor Bogdan Narloch na częściowo już odrestaurowanym instrumencie. Ze zrozumieniem również spotkał się w wielu domach apel Księdza Proboszcza związany z zobowiązaniami parafii wobec seminarium duchownego. Rozdawane w tym celu puste koperty albo od razu zabieraliśmy ze sobą już wraz z ofiarą, albo wracały i wciąż wracają wraz z niedzielną tacą.

„Troszczyć się o wspólnotę Kościoła” to piąte przykazanie kościelne, które zachęca nas do aktywności w tej dziedzinie. Możemy cokolwiek robić i zmieniać oblicze parafii korzystając wyłącznie z waszych ofiar wspomaganych niekiedy przez Konserwatora Zabytków czy inne instytucje, które mogą nam czasem finansowo pomóc w trosce o nasze kościoły czy poszczególne dzieła. Pozytywnie odnotowujemy fakt, że coraz więcej parafian w to życie się angażuje, że swoje miejsce odnajduje młodzież i dorośli, że jesteśmy „żywymi członkami Ciała Chrystusowego”.

W czasie kolędy wielokrotnie był poruszany temat związany z ogrzewaniem kościoła. Myślimy już o tym od dawna i zapewne podejmiemy ten temat po zakończeniu prac związanych z restauracją organów. Może uda się to już w następnym roku. Ksiądz Proboszcz będzie o tym rozmawiał w najbliższym czasie z Radą Parafialną i z fachowcami, którzy podobne prace prowadzili w innych kościołach. Jest wiele firm, które reklamują w tym zakresie swoje usługi ale decyzję trzeba będzie porządnie przemyśleć i przedyskutować. Oczywiście będziemy o wszystkim informować drogich parafian.

Ile drzwi, ile ludzkich serc otworzyło się podczas „kolędy” na Boże błogosławieństwo, a ile było zamkniętych? Matematyczne wyliczenia niestety na niewiele się tu zdadzą. Wiary w Boga i miłości do Niego nie można bowiem przekładać na statystyczne słupki i socjologiczne badania, ponieważ to nie matematyka, ale tylko Bóg potrafi przeniknąć swoim wzrokiem ludzkie serca: i te jeszcze zamknięte, i te nieustannie otwarte na Niego. Dlatego tylko On potrafi ocenić prawdziwą wartość każdego ludzkiego serca.

Jemu zatem składamy uwielbienie i dziękczynienie za dar wzajemnego spotkania i modlitwy. Jemu zawierzamy na nowo każdą rodzinę i każda osobę z naszej parafii. Jego prosimy we wszystkich problemach i sprawach omawianych podczas tej wizyty duszpasterskiej. Niech Jego błogosławieństwo, które przyjęliśmy podczas „kolędy” nieustannie towarzyszy nam w tym Nowym 2010 Roku. Przez Chrystusa, Pana naszego.

Zmieniony ( 12.11.2014. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »