Strona główna
Festyn w Kurowie Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: ks. Ryszard Baran   
30.08.2015.
Festyn w Kurowie
29 sierpnia w godzinych wieczornych spotkali się mieszkańcy Kurowa i Cybulina na wspólnym festynie. Na pierwszym zdjęciu pan Marek, spiritus movens całego zgromadzenia.
 

Siedząc obok pana Marka, sołtysa Kurowa i Przewodniczącego Rady Gminy, głównego organizatora obecnego spotkania wróciłem myślami do zamierzchłych czasów kiedy podobne festyny przeżywałem przed laty zastępując proboszcza z malowniczej miejscowości w Bawarii nieopodal Regensburga. Pomyślałem wtedy, a były to lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, że wspaniale by było podobne imprezy organizować u nas. Bo ludzie się bawią i są blisko siebie. Szczęśliwie dożyliśmy tych czasów i wielu pomysłowych sołtysów potrafi w ten właśnie sposób zgromadzić ludzi dla wspólnej zabawy. Co więcej znajdą się także tacy, którzy podejmą trud pomocy i przygotowania wszystkiego. Zawsze pod względem logistycznym będzie to trudne, ale z czasem gdy połamią się pierwsze lody i znajdą się tacy, którzy pomogą i chętnie włączą się do współpracy poświęcając swój czas i zdolności to później już jest łatwiej. Podobnie było w Kurowie. Wieczorem, w sobotę 29 sierpnia na zakończenie miesiąca licznie zgromadzili się mieszkańcy Kurowa i Cybulina. Dojechali także goście z innych okolicznych miejscowości  a także z Bobolic. Cel festynu szczytny, zbieramy pieniądze na renowację witraży w kurowskim kościele. Do tej pory udało się wymienić wszystkie dolne, mniejsze okna. Pozostał chór, tj. 8 dużych okien. Jeżeli w tym roku zmienimy trzy, to będzie ogromny sukces. Przypominam, że równolegle remontujemy zabytkowe organy.

Tak więc festyn rozpoczęto od pokazu ratownictwa medycznego. Prawdziwa karetka, prawdziwi ratownicy, jedynie pacjent poszkodowany był takim aktorem pomalowanym na potrzebę akcji. Cała reszta wyglądała zupełnie na serio a załoga profesjonalnie opatrzyła rozbitka i umieściła go w karetce. Głos syreny jeszcze brzmi w moich uszach. Zresztą trzeba powiedzieć, że przez okres wakacji chyba nie było dnia, żeby jej nie słyszeć. Zawsze to znak, że jadą aby ratować ludzkie życie.

Była loteria. Wśród wartościowych rzeczy losowano zegarek, lornetkę, wyszywany obraz, toster, suszarkę do włosów i stado kaczek. Wśród wymienionych ostatnie dwie poddano licytacji. O ile pamiętam jedną sprzedano za 90 zł., drugą za 125. Ostatni kaczor przeszedł na własność sołtysa, zlicytowany oczywiście przez niego.  Zabawa przewidziana  do późnych godzin nocnych.  Przy okazji coś do zjedzenia: potrawy z grilla, bigos, ciasto upieczone przez nasze panie oraz przeróżne napoje.  Wypada podziękować organizatorom, szczególnie p. Markowi, który jest najlepszym sołtysem na Ziemiach Zachodnich.

 

Zmieniony ( 26.02.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »